Odwiedziny w starej królewskiej siedzibie INVA.

News

Aby w pełni móc zacząć podziwiać starożytną stolicę Królestwa Birmańskiego, czyli Invę – trzeba dostać się na drugą stronę rzeki Irrawaddy. W tym celu działają na miejscu lokalne tratwy, przejeżdża się także specyficzny most posadzony na rzece. Stamtąd wypływa się dalej promem i można w trakcie wycieczki podziwiać piękno tych okolic. Maleńkie, drewniane promy obsługiwane są przez niezwykle życzliwych sterników. Na brzegu na gości już czekają bryczki. Jeśli chcemy zobaczyć w Invie jak najwięcej atrakcji, powinniśmy dla zaoszczędzenia czasu oraz energii zdecydować się właśnie na przeprawę taką bryczką. Drogi w Invie są bardzo kamieniste i wyboiste, co raczej nie będzie wygodna dla turystów. Wszyscy mieszkańcy z uśmiechami na twarzach witają przybyłych turystów. Inva w dosłownym tłumaczeniu oznacza "Miasto klejnotów". Już w XIV wieku po raz pierwszy miasto uznano za stolicę, w kolejnych latach na miano stolicy zasłużyły także inne miejscowości, status stolicy nie był dla żadnego z miast wyłączny. "Miasto klejnotów" z geograficznego punktu widzenia położone jest w punkcie stykania się rzek Irrawady oraz Myint Nge. Wyspa powstała w wyniku przekopania kanału przez robotników na specjalne żądanie króla, niestety, w XIX wieku miało tam miejsce pokaźne trzęsienie ziemi, co doprowadziło do ogólnych zniszczeń. Znajdziemy tam dużo uprawnych pól, jedno pole od drugiego oddzielają posągi Buddy – zazwyczaj w zaskakująco zadowalającym stanie. Podczas oględzin terenu zaobserwować można codzienną pracę rolników, np. przy pracach przygotowawczych do sadzenia ryżu. Nie ma tu jakiegokolwiek śladu mechanizacji, na polu pracują woły ciągnące za sobą drewniane pługi. Gospodarze machają słomkowymi kapeluszami i machają batami.

Bagaya Kyaung jest największą atrakcją tego kurortu. Ta świątynia jest prawie w całości stworzona na bazie drewna tekowego, wewnątrz mieszczą się zapierające dech rzeźby. Nie wszyscy decydują się wchodzić do środka, bo tu trzeba kupić specyficzny "combo" bilet. Wszędzie wokoło da się odczuć dobry humor i gwar. Ktoś sprzedaje zimne napoje, pani przy stoisku poprawia na kiju bambusowym naszyjniki pamiątkowe, przeznaczone oczywiście na sprzedaż dla turystów. Niezwykle wysoka temperatura sprawia, że bez przerwy chce się pić. Wrażenie na turystach robią pozostałości murów miejskich. Najwyższy punkt Inva to 30 – metrowa wieża strażnicza. Na samej górze można podziwiać rozległe tereny panoramy. Wielu mieszkańców tego regionu utrzymuje się dzięki uprawie kowalstwa. Tutaj kowal odpowiada szczegółowo za wymianę podwozia w bryczkach, a także za wymianę podków, czyszczenie kopyt oraz wyrabianie gwoździe. Jeśli wybieramy się na obiad, po drugiej stronie rzeki czeka na nas wiele przytulnych knajpek, gdzie dostępna jest nawet coca – cola, tyle, że w znacznie droższej, niż gdziekolwiek cenie. Jeśli chcemy zaoszczędzić, możemy zamiast zachodnich napoi kupować ich birmańskie odpowiedniki, nie są gorsze od pierwowzorów. O cenę bryczki nie trzeba się zanadto martwić. Większość mężczyzn uprawiających tu zawód woźnicy ogłasza jednakową stawkę 4000 K za wynajem pojazdu.